Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 października 2017

KSIĄŻKA: Urok galanterii, czyli Amor Towles "Dżentelmen w Moskwie" (wyd. Znak)




Niektóre książki czytamy dla szybkiej akcji, napięcia i dreszczyku emocji. Inne - by zrelaksować się przy czymś niewymagającym myślenia. Jest też trzecia grupa, chyba moja ulubiona - sentymentalne opowieści, w której to nie akcja i zwroty fabuły są najważniejsze; w których chodzi o niepowtarzalną atmosferę, pewną nostalgię oraz dostarczenie sposobności do przemyśleń. Do tej ostatniej kategorii zalicza się Dżentelmen w Moskwie Amora Towlesa, książka, która absolutnie podbiła moje sentymentalne serce. I którą teraz polecam Wam - nieważne, ile macie lat, w jakim żyjecie kraju albo jakie macie życiowe doświadczenia.

poniedziałek, 11 września 2017

SŁOWNY GALIMATIAS #16. Część pierwsza - osiemnaście sierpniowych mini-recenzji książek, które warto (lub nie) przeczytać







Sierpień był zdecydowanie najbardziej czytelniczym miesiącem do tej pory w tym roku. Przeczytałam aż osiemnaście (!!!) książek, a przyszło do mnie (nie wiem, jakim cudem)... czterdzieści sześć. Z tego powodu zdecydowałam się rozdzielić Słowny Galimatias z tego miesiąca na dwie części - dziś napiszę trochę o książkach, które przeczytałam (w formie podobnej do lipcowej), a w kolejnym tygodniu wrzucę ogromny Book Haul. Zapraszam!

środa, 16 sierpnia 2017

KSIĄŻKA: Kto by pomyślał, czyli Jaume Cabre "Agonia dźwięków" (wyd. Marginesy)





Kto by pomyślał, że po lipcowych perturbacjach literackich, które poskutkowały przeczytaniem dużej liczby złych książek, sierpień będzie miesiącem tak udanym literacko. Na pierwszy ogień (no, razem z równie dobrym, ale o wiele mniej przystępnym Na wodach Północy) poszło dzieło katalońskiego Mistrza i mojego literackiego idola. Panie i Panowie, oto Agonia dźwięków!

poniedziałek, 15 maja 2017

KRYMINALNY WEEKEND #18. Lekki kryminał zaskakująco feministyczny, czyli Paula Hawkins "Zapisane w wodzie" (wyd. Świat Książki)





Czy jest ktoś zainteresowany literaturą, kto nie słyszał o Pauli Hawkins? Autorka Dziewczyny z pociągu swego czasu pojawiała się wszędzie - a wraz z nią jej książka. Moim zdaniem - bardzo dobrze, bo pierwsza powieść Hawkins była po prostu dobra (i nie za bardzo obchodzi mnie, że środowisko czytelników po jej książce wyraźnie się podzieliło na kilka grup przekrzykujących się nawzajem). Zapisane w wodzie na pewno jest nieco inne - choć z tego, co widzę w pięć dni po premierze, ono też wywołuje niemałe spory. Ja akurat zaliczam się do grupy, której druga powieść autorki również bardzo się podoba - choć przyznaję, że ma ona kilka wad. Ale zacznijmy od początku.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

KSIĄŻKA: Solidna mała petarda, czyli Remigiusz Mróz "Rewizja" (wyd. Czwarta Strona)





Istnieją tacy autorzy, których książki kupimy zawsze w dzień premiery. Zawsze. Nieważne, co by się nie działo u nas i czego oni by w swej literackiej fantazji nie wymyślili. A jeśli akurat tak się zdarzy, że dany autor wypuszcza właśnie kolejną część naszej absolutnie ulubionej sagi, tym bardziej pobiegniemy do księgarni w podskokach. Jak można się domyślać - ja zrobiłam tak 30.03. (w dzień premiery), by jak najszybciej dorwać najnowszą powieść o Joannie Chyłce, czyli Rewizję Remigiusza Mroza. Poprzednie części cyklu pochłaniałam w całości, tę również miałam przeczytaną po paru godzinach. I choć nikt nie wmówi mi, że książka ta nie jest bardzo dobra, to dalej będę obstawać przy tezie, że zwolnienie akcji (tzn. w porównaniu do poprzednich części) nieco serię odarło z jej najlepszych elementów, które wcześniej decydowały o jej genialności. Ale od początku.

czwartek, 11 lutego 2016

KSIĄŻKA: Cięta kpina, czyli Krzysztof Varga i jego "Setka" (wyd. Wielka Litera)





Moja radość z odkrycia, że moim zdaniem najlepszy felietonista kulturalny wydaje zbiór swoich tekstów, była tym większa, że premiera rzeczonego zbioru odbyła się już następnego dnia. Wiedziona więc literackim pragnieniem, udałam się niezwłocznie do księgarni, w której wybór felietonów Krzysztofa Vargi o znamiennym tytule Setka zakupiłam, z uśmiechem wspominając swoje zachwyty przy cotygodniowych wynurzeniach autora, których doznawałam podczas uważnej lektury Dużego Formatu. I oto, proszę Państwa, okazuje się, że zbiór felietonów (równiutko stu, specjalnie jeszcze dwukrotnie przeliczyłam) jest jeszcze lepszą lekturą niż felietony pojedyncze. Dlaczego?

środa, 27 stycznia 2016

FILM: Niedoskonałe Arcydzieło, czyli "Dziewczyna z portretu" (reż. Tom Hooper)




 


Maratonu z Oscarami 2016 ciąg dalszy. Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że w dużej części nominowano bardzo dobre filmy. Problem tylko, że bardzo często nominowano je w złych kategoriach (np. Dziewczyna z portretu nie jest nominowana za zdjęcia, co jest ogromnym błędem). Ale cóż - dobrze, że przynajmniej mogłam o nich usłyszeć i je zobaczyć. Bo, jak się okazuje, całkiem dużo tych filmów jest naprawdę świetne. Albo, jak w przypadku Dziewczyny z portretu, może ocierać się o Arcydzieło.

wtorek, 26 stycznia 2016

FILM: Piękne i bezsensowne dłużyzny, czyli "Zjawa" (reż. Alejandro Inarritu)



 

 
Obiecałam sobie, że w tym roku obejrzę wszystkie filmy nominowane  do Oscara. Miałam nadzieję na długie seanse pełne artystycznych wrażeń, kreatywne uniesienia, wieczorne rozmowy i wymianę refleksji. Zaczęłam zatem w euforii, już ciesząc się na swoje intelektualne przygody.
Zamiast nich dostałam... Zjawę.

Ale od początku.

wtorek, 19 stycznia 2016

FILM: Takie schematyczne odświeżenie, czyli "Fala" (reż. Roar Uthaug)





Skandynawia, współczesność. Charakterystyczne domki w miejscowości nad jeziorem. Dookoła - góry. Malownicze, wysokie, piękne. I mogące w każdej chwili, na skutek osunięcia się ich fragmentu wywołać zabójczą, wysoką na 80 metrów falę. I film, który o tych górach całkiem sprawnie opowiada. Zapraszam!

środa, 13 stycznia 2016

FILM: Piękno nie tylko powierzchowne, czyli "Makbet" reż. Justin Kurzel



 


Dawno, dawno temu była sobie Szkocja. Sceneria krwawych walk, brutalnych potyczek, konfliktów o władzę i wpływy. Pełna złowieszczych jezior, tajemniczych pagórków i... czarów?

W tych okolicznościach przyrody któregoś dnia na przełomie XVI i XVII wieku pewien Bill postanowił umieścić akcję swojej sztuki. Sztuki, która stała się jedną z najważniejszych i najczęściej wystawianych w historii teatru. Dzisiaj, w wieku XXI, reinterpretacji (albo adaptacji) tej opowieści podjął się australijski reżyser Justin Kurzel. I mimo że nigdy wcześniej tego nazwiska nie słyszałam, wiem już, że obejrzę wszystkie jego kolejne filmy najprawdopodobniej od razu w dniu premiery.

wtorek, 12 stycznia 2016

SERIAL: Wdzięk namiętności, czyli "Mozart in the Jungle"



Ten plakat jest z jednej strony niesamowicie kiczowaty, a z drugiej idealnie oddaje zwariowanego ducha serialu, w którym nic nie jest na serio

Muzyka klasyczna jest nudna, okropna i w ogóle tak beznadziejna, że aż żal o niej pisać. No bo co to niby za utwór, który nie ma gitar elektrycznych i perkusji, tylko jakieś skrzypce różnej wielkości? Szkoda na nią tracić czas. Ale że co? Że ktoś chciał serial robić? I że zrobił? I że ten serial jest najbardziej urokliwym i najcudowniejszym serialem prawdopodobnie w całym 2016 roku?

E tam. Pewnie coś pokręciłaś, bo to nie może być prawda. Przecież o jakiejkolwiek orkiestrze grającej muzykę niewspółczesną nie da się mówić dobrze. A tym bardziej - ciekawie.

piątek, 8 stycznia 2016

FILM/SERIAL: Nieoczekiwana eksplozja kreatywności, czyli "Sherlock i upiorna panna młoda" (reż. Douglas Mackinnon)





Czekałam i czekałam, ale się nie doczekałam. Albo właśnie się doczekałam, ale tak nie do końca. Bo - chyba jak wszyscy fani Sherlocka, najpopularniejszym uwspółcześnieniu opowieści o genialnym detektywie - bardzo chciałabym dostać kolejną serię serialu. Ale wiecie, taką prawdziwą, w której będą trzy odcinki skrzące się błyskotliwym dowcipem i świetną grą aktorską. 

Tylko że najwyraźniej moje pragnienia nie pokrywają się z Kreatywną Wizją Twórców. Twórcy bowiem mówią tak: okej, kolejny (dopiero czwarty!) sezon zrobimy, ale teraz - nie możecie w końcu o nas zapomnieć! - macie pełnometrażowy film fabularny przenoszący Sherlocka i spółkę do XIX wieku. Oglądajcie i bawcie się!

Hm... Łatwo powiedzieć. Gorzej oglądać. A jeszcze gorzej - opisać swoje wrażenia, które w momencie, gdy piszę te słowa, to jest praktycznie zaraz po obejrzeniu - oscylują od pełnego uznania "niezłe" do przerażonego "o matko...".

poniedziałek, 21 grudnia 2015

FILM: "Gwiezdne wojny. Epizod VII: Przebudzenie Mocy" reż. J.J. Abrams






Przyznam szczerze: nigdy za Gwiezdnymi Wojnami nie przepadałam. Wiedziałam, że takie coś istnieje, wiedziałam, że dużo ludzi jest w to uniwersum wkręcone, wiedziałam, że jest to coś, o czym wiele osób może rozmawiać godzinami. Jakoś nigdy jednak nie podjęłam się zgłębiania tematu. Aż do grudnia tego roku, kiedy to stwierdziłam, że najwyższy czas wyleczyć się z własnej ignorancji, bo przecież do kin właśnie wchodzi film, który na pewno będzie wielkim hitem (co, jak widać, się sprawdza) i na co najmniej parę tygodni stanie się ważnym tematem rozmów.

Zaczęłam więc zgłębiać stare filmy (choć przyznam się, że nowej trylogii jeszcze nie dokończyłam, ale jak najszybciej to nadrobię!) - najpierw z minimalnym zaciekawieniem. Chwilę potem przerodziło się ono w dość spore zainteresowanie, a teraz przybrało ono już formę głębokiej fascynacji. Nic więc dziwnego, że na Przebudzenie Mocy popędziłam (i to dosłownie, sprintem aż pod salę kinową!) już w kilka dni po premierze. 

I wiecie co? Mimo różnych rzeczy, których można się czepić, sądzę, że Epizod VII jest jednym z po prostu najfajniejszych i najprzyjemniejszych w oglądaniu filmów, które ostatnio widziałam.

piątek, 11 grudnia 2015

FILM: "Most szpiegów" reż. Steven Spielberg




 




Dzisiaj czas na hit, który swoją premierę miał całkiem niedawno, a na który naprawdę warto zwrócić uwagę w wolnej chwili. Nie tylko w kontekście świetnego reżysera, genialnych scenarzystów i bardzo dobrych aktorów, ale również pod kątem polskiego akcentu - kilka scen kręconych było w naszym rodzimym Wrocławiu (zresztą najpiękniejszym mieście na świecie). A czy warto film obejrzeć dla samego filmu? Cierpliwości, już wyjaśniam...

wtorek, 8 grudnia 2015

KSIĄŻKA: Paula Hawkins "Dziewczyna z pociągu" wyd. Świat Książki






Lubię pociągi. Lubię osoby, które pociągami jeżdżą, niezależnie od płci (pod warunkiem, że nie są w stanie upojenia alkoholowego).  Lubię też ładne okładki. Nie za bardzo z kolei lubię Kinga, ale uważam, że literatem jest świetnym. Gdy więc zobaczyłam w księgarni "Dziewczynę z pociągu", i gdy jeszcze usłyszałam od paru osób, że warto ją przeczytać, nie mogłam się do tych zaleceń nie zastosować.

czwartek, 3 grudnia 2015

FILM: "Listy do M. 2", czyli jak poprawić sobie humor





 

 

Dzisiaj w mym kinie, dzisiaj na blogu...


Było o teatrach, było o książce, to teraz - w ramach ogólnego ukulturalniania się - czas na film. I to film dość nowy, bo teraz lecący w kinach, bardzo popularny i... niezwykle przyjemny. Mowa oczywiście o Listach do M. 2, polskiej komedii (?) romantycznej, którą widziałam dokładnie tydzień temu, a która dalej, gdy o niej myślę, powoduje uśmiech na mojej twarzy.

sobota, 28 listopada 2015

TEATR: Jak zmarnować sobie życie - "Radio Armageddon. Transmisja" (Wrocławski Teatr Współczesny)



Boję się sztuk współczesnych. W zasadzie to strach ten nie ma zbyt solidnych podstaw, bo byłam tylko na jednej sztuce, po której wyszłam rzeczywiście zmęczona Artystyczną Wizją Twórczyni, ale pewien uraz pozostał. Dlatego teraz np. do Teatru Współczesnego chodzę głównie wtedy, gdy ktoś z całego serca będzie mi dany spektakl zachwalał i polecał. Tak stało się przy Radiu Armageddon. Transmisji (reż. Tomasz Hynek), stworzonym na podstawie (uwaga - na podstawie nie oznacza w spektaklu jest dokładnie to samo, co w książce) powieści Jakuba Żulczyka Radio Armageddon. Do pójścia na tę sztukę przekonałam się bowiem pod wpływem sugestii koleżanki, która wybierała się już trzeci raz. (Co oznacza jednak, że mój strach był jedynie trochę mniejszy, nie zniknął całkowicie).

piątek, 27 listopada 2015

KSIĄŻKA: Czasem nie warto być dorosłym: "Felix, Net i Nika i (nie)Bezpieczne Dorastanie" (wyd. Powergraph)

 
 
Otwieram Ci ja dziś stronę księgarni, patrzę, a tam - najnowsza część mojej ukochanej sagi. I owszem, może niektórzy powiedzieliby, że jestem na nią już za stara, że nie wypada, że teraz to już tylko Literatura Ambitna, ale wiecie co? Mam ich gdzieś. I to głęboko. Dlaczego? Bo moim zdaniem Kosik stworzył jedną z najlepszych wielotomowych opowieści w polskiej literaturze. A "FNiN oraz (nie)Bezpieczne Dorastanie" jest tego bardzo mocnym dowodem.

poniedziałek, 23 listopada 2015

TEATR: "Dużo kobiet, bo aż trzy"


23 listopada, godzina 19 - ciemno, mokro, zimno. Ale nie w Sali koncertowej Radia RAM, w której tego dnia odbył się spektakl "Dużo kobiet, bo aż trzy". A w obsadzie? Artur Andrus, Maria Czubaszek, Magda Umer i Hanna Śleszyńska. I o ile już samo zestawienie takich nazwisk może przyprawić o zawrót kiszek i skręt głowy, o tyle tym, co naprawdę wywołało dreszcz pozytywnych emocji, było - rzecz jasna - samo widowisko.

czwartek, 14 maja 2015

FILM: "Cinema Paradiso" reż. Giuseppe Tornatore

*

Ostatnimi czasy rzadko kiedy zdarza mi się obejrzeć optymistyczny film. Taki, który nie jest przeintelektualizowaną metaforą efemerycznego życia, który nie zawiera w sobie Mesjanistycznego Przesłania na temat Tego-Co-W-Życiu-Ważne, i taki, w którym w gruncie rzeczy wszystko dobrze się kończy (choć jednocześnie zostawia po sobie coś w sercu, a który nie jest tylko idiotycznym sposobem zabicia czasu). Jeżeli jeszcze film ten mówi o przemijaniu i o tym, że niektóre rzeczy już nie wrócą, to naprawdę bardzo trudno jest znaleźć dzieło, które mimo swojego tematu zostawia nadzieję. A tu proszę: właśnie taki film ostatnio znalazłam (a raczej: skorzystałam z możliwości jego obejrzenia, gdy została mi ona ofiarowana).  A do tego wszystkiego dzieje się on we Włoszech - kraju, którego język, kuchnię, mentalność i kulturę adoruję i gloryfikuję.