Kto by pomyślał, że po lipcowych perturbacjach literackich, które poskutkowały przeczytaniem dużej liczby złych książek, sierpień będzie miesiącem tak udanym literacko. Na pierwszy ogień (no, razem z równie dobrym, ale o wiele mniej przystępnym Na wodach Północy) poszło dzieło katalońskiego Mistrza i mojego literackiego idola. Panie i Panowie, oto Agonia dźwięków!
