Istnieją tacy autorzy, których książki kupimy zawsze w dzień premiery. Zawsze. Nieważne, co by się nie działo u nas i czego oni by w swej literackiej fantazji nie wymyślili. A jeśli akurat tak się zdarzy, że dany autor wypuszcza właśnie kolejną część naszej absolutnie ulubionej sagi, tym bardziej pobiegniemy do księgarni w podskokach. Jak można się domyślać - ja zrobiłam tak 30.03. (w dzień premiery), by jak najszybciej dorwać najnowszą powieść o Joannie Chyłce, czyli Rewizję Remigiusza Mroza. Poprzednie części cyklu pochłaniałam w całości, tę również miałam przeczytaną po paru godzinach. I choć nikt nie wmówi mi, że książka ta nie jest bardzo dobra, to dalej będę obstawać przy tezie, że zwolnienie akcji (tzn. w porównaniu do poprzednich części) nieco serię odarło z jej najlepszych elementów, które wcześniej decydowały o jej genialności. Ale od początku.