
Na początek trochę o mnie: czytam głównie w komunikacji miejskiej, przed snem, w poczekalniach i innych sytuacjach, gdy na zagłębienie się w lekturę mam niezbyt dużo czasu naraz, często więc z konieczności robię przerwy. I wbrew pozorom jest to dla mnie dobre - bo moje uczucia podczas tychże bardzo wiele mówią mi o danej książce. Podczas przerw w czytaniu tej, którą dzisiaj opisuję, myślałam głównie o niej, o tym, co już w niej przeczytałam, i o tym, co jeszcze się w niej wydarzy. Między innymi dlatego (bo wyznaczników jest więcej) stwierdzam z całą pewnością, że Historia pszczół Mai Lunde (Wydawnictwo Literackie) jest książką naprawdę wartą przeczytania. I od razu, oczywiście, spieszę tę tezę rozwinąć.