Na dworze piękna pogoda, ptaki śpiewają i drzewa szumią, a Ty chciałbyś przeczytać coś fajnego, ale nie wiesz, gdzie czegoś takiego szukać? Na szczęście jest Nerw Słowa - i już druga typowo wakacyjna książka w ostatnim czasie. Dzisiaj propozycja raczej dla pań: romans w niepowtarzalnym słowiańskim klimacie, a dokładniej: trzecia część serii takowych. Zapraszam!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo w.a.b.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo w.a.b.. Pokaż wszystkie posty
sobota, 15 lipca 2017
czwartek, 18 maja 2017
KSIĄŻKA: Współczesne rendez-vous Dickensa i Zoli, czyli Michel Faber "Szkarłatny płatek i biały" (Wydawnictwo W.A.B.)
Gdybym miała książkę tę zrecenzować jednym zdaniem, byłoby to: Po prostu przeczytaj. Gdy piszę te słowa, jest marzec, Anno Domini 2017 (dopisek - ta recenzja musiała trochę odleżeć przed publikacją), a ja wiem, że prawdopodobnie będzie to jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku (co nie wynika tylko z faktu, że czytam teraz o wiele mniej, niż wypada kulturalnemu i oświeconemu człowiekowi). Szkarłatny płatek i biały wymagać będzie od Was czasu - najpierw na znalezienie egzemplarza (w całym Wrocławiu jest tylko kilka w bibliotekach, poukrywanych po kątach), potem na przeczytanie (blisko 850 stron), a potem na refleksję poczytelniczą - ale każda minuta się zwróci. Z nawiązką.
sobota, 24 grudnia 2016
KOŃCOWOROCZNY GALIMATIAS: Książki przeczytane w 2016, które wymknęły się z harmonogramu recenzji
Dzisiejszy post jest (nietypowo) dosłownym rozwinięciem tego, co napisałam w tytule. Jak wiecie (albo się domyślacie) pierwszeństwo w byciu recenzowanym należy do egzemplarzy nomen omen recenzenckich, dość często opisuję też różne nowości wydawnicze, które po prostu muszę mieć i jak najszybciej przeczytać, bo mam taką potrzebę serca. W połączeniu z rozmaitymi pozablogowymi obowiązkami często okazuje się jednak, że naprawdę dobre i wartościowe książki czekają na swoją kolej przez kilka miesięcy, aż w ogóle zacznę je opisywać - wtedy zazwyczaj widzę też, że moje wrażenia są o wiele bardziej zatarte w pamięci niż zaraz po lekturze. Jednocześnie takie nieopisane książki jakoś tak leżą mi na sumieniu, a ja podskórnie denerwuję się, kiedy zdążę je opisać (kiedyś takie mini-recenzje pojawiały się w Słownych Galimatiasach, ale potem jakoś zarzuciłam tę praktykę). Dzisiaj postanowiłam rozwiązać ten dylemat: zebrać je na tej oto liście i przy każdej naszkicować jej ogólny zarys. Będą kryminały, będzie zbiór esejów, będzie reportaż, a także inne pozycje - ale przede wszystkim będzie cudownie. Zapraszam!
(Książki opisuję mniej więcej w kolejności ich czytania.)
niedziela, 18 września 2016
środa, 31 sierpnia 2016
KSIĄŻKA: Katarzyna Berenika Miszczuk "Szeptucha" (Wydawnictwo W.A.B.)
Jestem jedną z niewielu osób, które wierzą polecajkom. Jeżeli przeczytam/usłyszę, że jakaś książka/film/płyta są genialne/niesamowite/świetne, to można mieć pewność, że się za nie zabiorę (może nie od razu, wiadomo - harmonogram - ale na pewno zapiszę je na swojej Magicznej Liście). W drugą stronę nie zawsze to działa (szczególnie jeśli opinie są podzielone), bo staram się brać poprawkę na swoją miłość do sztuki w ogóle i pewien wrodzony sceptycyzm moich znajomych. Z Szeptuchą Katarzyny Bereniki Miszczuk doświadczyłam tej pierwszej sytuacji - w której nagle wszystkie blogi i portale literackie mówiły, żeby natychmiast tę książkę czytać, bo jest świetna. I choć zobaczyłam w niej kilka wad (dość, przyznaję, nietypowych), dołączam do grona pozytywnie nastawionych recenzentów, i bardzo czekam na jej drugą część.
niedziela, 19 czerwca 2016
KSIĄŻKA: Oryginalne okropieństwo, czyli Marta Masada "Święto trąbek" (Wydawnictwo W.A.B.)
Nie od dziś wiadomo, że niektóre książki podobają nam się nieco mniej, a inne - bardziej. Że jedne czyta się dobrze, inne niekoniecznie. Zazwyczaj te poczytne wywołują w sercu ciepłe odczucia, te mniej raczej odstraszają. No właśnie - zazwyczaj. Bo oto pewnego dnia na polską scenę literacką wkracza Marta Masada, która tworzy swoje Święto trąbek - i nagle okazuje się, że od książki bardzo ostrej, w żaden sposób niewydelikaconej, często perwersyjnej, obscenicznej, nawet obrzydliwej, i jeszcze takiej, w której po prostu nie cierpi się głównej bohaterki (a narracja jest pierwszoosobowa!), w większości (naturalizm niektórych fragmentów może co wrażliwszych przerosnąć) nie można się oderwać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





