Przyznaję się bez wstydu: bardzo lubię czytać romanse. Takie, w których jest jeden Bardzo Wielki Problem, który daje się rozwiązać na czterystu stronach bez zbędnych komplikacji, w którym wszystko pod koniec dobrze się układa i które pozwolą mi się oderwać od wszystkiego, co dzieje się w moim życiu (niezależnie od tego, czy dzieje się dobrze, czy trochę mniej). Kiedy więc wypatrzyłam w księgarni internetowej nową powieść Jojo Moyes (tak, blogerzy książkowi spędzają wieczory, oglądając listy nowości, zapowiedzi i bestsellerów), wiedziałam, że po świetnym Zanim się pojawiłeś będę musiała po nią sięgnąć. (Kiedy odszedłeś nie podobało mi się tak bardzo, ale o tym dopiero gdzieś w przyszłym tygodniu). Sięgnęłam i... stąd moja recenzja.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jojo moyes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jojo moyes. Pokaż wszystkie posty
środa, 23 sierpnia 2017
czwartek, 23 czerwca 2016
KSIĄŻKA: Tak, to jest rzeczywiście tak genialne, jak wszyscy mówią, czyli Jojo Moyes "Zanim się pojawiłeś" (Świat Książki) (mogą być leciutkie spoilery)
Ileż razy ja pisałam to jedno zdanie! (Aż do tylu to chyba nawet nie umiem liczyć.) To jedno, stosunkowo krótkie zdanie, niby niepozorne, a tak bardzo prawdziwe. Wszyscy mówili, że to jest świetne, ja im nie wierzyłam, a potem sama to poznałam i okazało się, że mieli rację. I tak, Kochani, tym razem znowu tak było, i pewnie znowu wiele razy tak będzie. I z jakiegoś powodu wcale mi to nie przeszkadza. Dzisiaj na przysłowiowym widelcu Nerwu Słowa - oczywiście Jojo Moyes i jej bestsellerowe Zanim się pojawiłeś.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

