Piętnastego stycznia ogłoszone zostaną filmy nominowane do Oscarów. Po raz kolejny obiecuję więc sobie, że obejrzę dzieła ze wszystkich interesujących mnie kategorii. Jako jednak iż najprawdopodobniej (wniosek z paru poprzednich lat) nie uda mi się wyrobić na czas, jeżeli zacznę piętnastego, w tym roku postanowiłam zacząć wcześniej i, kierując się szeroko rozumianą opinią publiczną, obejrzeć kilka filmów, które prawdopodobnie zostaną nominowane. (#Znerwicowanaprzewidujeprzyszłość). W ten sposób trafiłam na Marsjanina w reżyserii Ridleya Scotta. Włączyłam, obejrzałam i... zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy opinia publiczna na pewno zawsze ma rację.