W ostatnim miesiącu w blogosferze zaroiło się od różnego rodzaju podsumowań półrocza - wybierane były najlepsze książki, filmy, seriale itd. ostatnich sześciu miesięcy. W jednym z takich zestawień natrafiłam na Mędrca kaźni, którego od pewnego czasu miałam już na oku, i to był dla mnie ostateczny pretekst, by po tę książkę sięgnąć. I dobrze, bo książka Tomasza Kowalskiego, choć z opisu może wydawać się niepozorna, jest niezwykle sprawnym i wciągającym kawałkiem prozy, nad którym trudno jest szybko przejść do porządku dziennego. I który, wierzcie lub nie, funduje nam emocjonalny rollercoaster i sto trzydzieści stron klimatycznego i niespłyconego konfliktu.
