Dzięki blogowi książkowemu coraz częściej trafiam na książki, po które kiedyś nigdy w życiu bym nie sięgnęła. I nie chodzi tutaj o powody, które staram się wyeliminować (choć z różnym skutkiem) - że nie podoba mi się okładka, że nie lubię tego gatunku - ale też o to, że w świecie wydawniczym pojawia się mnóstwo książek, które bez cotygodniowego przeglądu stron z zapowiedziami po prostu by mi umknęły. Najczęściej - z ogromną stratą dla mnie samej. I - jak się domyślacie - dzisiaj recenzuję właśnie taką książkę, krzycząc już teraz (głównie między wierszami): przeczytajcie ją. Bo drugą tak wyrazistą, osobistą i pełną emocji opowieści o I wojnie światowej bardzo trudno jest (i pewnie jeszcze długo będzie) gdziekolwiek znaleźć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą belgia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą belgia. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 17 listopada 2016
KSIĄŻKA: Taka piękna wojna, czyli Stefan Hertmans "Wojna i terpentyna" (wyd. Marginesy)
Dzięki blogowi książkowemu coraz częściej trafiam na książki, po które kiedyś nigdy w życiu bym nie sięgnęła. I nie chodzi tutaj o powody, które staram się wyeliminować (choć z różnym skutkiem) - że nie podoba mi się okładka, że nie lubię tego gatunku - ale też o to, że w świecie wydawniczym pojawia się mnóstwo książek, które bez cotygodniowego przeglądu stron z zapowiedziami po prostu by mi umknęły. Najczęściej - z ogromną stratą dla mnie samej. I - jak się domyślacie - dzisiaj recenzuję właśnie taką książkę, krzycząc już teraz (głównie między wierszami): przeczytajcie ją. Bo drugą tak wyrazistą, osobistą i pełną emocji opowieści o I wojnie światowej bardzo trudno jest (i pewnie jeszcze długo będzie) gdziekolwiek znaleźć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
