Tak się stało, że życie upływa mi pod znakiem kultury słowa.
Nie, nie chodzi o to, że buduję dla Słowa ołtarzyki, na których zabijam jagnięcia, rytualnie obmazując krwią siebie i lakierowane złotą farbą drewno. Nie odprawiam również szamańskich tańców wokół ognia, ani w ogóle żadnych szamańskich tańców (choć w tym akurat byłabym dobra). Niestety, nadmierna puryzacja języka również nie wchodzi w grę - za bardzo kocham przeklinać (ale głównie w mowie i głównie na własny komputer, ewentualnie łącze internetowe), aby wyzbyć się ze swego życia wulgaryzmów.