
Opowieść dziejąca się w szóstym wieku na wybrzeżach dzisiejszych Wysp Brytyjskich i w okolicach? Miłość, zdrada, pożądanie i układy polityczne? To musi być fantastyka! Wiecie, taka z jednorożcami, czarami, ognistymi kulami i smokami. A przynajmniej tak myślałam do niedawna. To znaczy do czasu, gdy przeczytałam pewne historyczne cudeńko napisane przez Paulę de Fougerolles, czyli książkę Kroniki Iony. Wygnaniec (wyd. Kropla), którą się - niespodziewanie nawet (a może przede wszystkim?) dla samej siebie - zachwyciłam. Dlaczego?