Czerwiec był dla mnie równoznaczny z sesją. Prawda, kilka egzaminów miałam zdanych już w maju, bo w tym roku pięknie rozplanowałam tzw. przedterminy (plus miałam szczyptę szczęścia), ale nie zmienia to faktu, że do 19 czerwca właściwie bez przerwy siedziałam nad nauką, po drodze zaliczając jeszcze przeziębienie i zaniedbując różne sfery życia. (A potem aż do początku lipca to wszystko odreagowywałam). Mimo wszystko jednak ten miesiąc był bardzo owocny i blogowo, i czytelniczo. Opublikowałam dziesięć wpisów i przeczytałam osiem książek. A w kolejnych miesiącach będzie tylko lepiej! :-)
