czwartek, 8 grudnia 2016

25. Wrocławskie Targi Dobrych Książek - relacja



Wrocław - najpiękniejsze miasto świata. Nie mogło więc w nim zabraknąć tak cudownego wydarzenia, jakim są Targi Książki. I rzeczywiście, od 1 do 4 grudnia Wrocław w Hali Stulecia gościł prawie 150 wystawców pokazujących swój książkowy repertuar. I ja tam byłam, miodu nie piłam, ale co tam widziałam, to tu opisałam. Zapraszam!:-)




Zacznę od najpoważniejszej różnicy (choć bardzo subiektywnej) w stosunku do zeszłego roku. Dwanaście miesięcy szłam na Targi jako przeciętna czytelniczka książek - dopiero wchodziłam w świat wydawnictw, nowości, zapowiedzi i promocji. Zbiorowisko tysięcy książek na stosunkowo małej przestrzeni niesamowicie działało wówczas na moją wyobraźnię - bo jak to, są tacy ludzie, którzy zajmują się tym na co dzień? Wystawiane na stoiskach pozycje bardzo często były dla mnie całkowitymi nowościami, o których nie słyszałam wcześniej nic lub które jedynie gdzieś mi mignęły, więc odruchowo stwierdziłam, że muszą być warte poznania.

W tym roku jednak się do Targów przygotowałam: wcześniej wydrukowałam mapkę, na której pozaznaczałam najważniejsze dla siebie stoiska, zrobiłam też spis książek, które chciałabym kupić. (Oczywiście poszczególne pozycje były posortowane według wydawnictw). Co więcej: nauczona wieloma doświadczeniami spisałam sobie, po jakich cenach można dostać daną książkę w internecie - jako że niektóre książki w sumie wolałam kupić w e-booku, koszty te wyszły stosunkowo niskie. Jeżeli chodzi o spotkania autorskie/podpisywanie egzemplarzy: wiem, że na Targach można było zobaczyć/zagadać wiele niesamowitych osób, ale mi podpasował (mogłam być tylko w sobotę) jedynie Jakub Małecki (o którym zaraz). Zwłaszcza że w pamięci miałam wciąż relacje z krakowskiej imprezy - na której pojawiły się całe zastępy znamienitych pisarzy, które sprawiły, że Wrocław wypadał jednak trochę blado (szkoda też, że niektóre wydawnictwa, które darzę całkiem sporą sympatią, w ogóle się na targach nie pojawiły).

A tutaj zdjęcie z zewnętrznego źródła - KLIK - żeby zobrazować Wam, jak wiele ludzi było na Targach.;-)

Nie ukrywam więc, że na Targi wybrałam się głównie po to, by - obok zagłębienia się w tę charakterystyczną atmosferę wytwarzającą się między ludźmi czytającymi - na stoiskach dorwać piękne i wyczekane książki (najlepiej w o wiele niższych cenach). Jakież więc było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam ceny proponowane przez wydawców - ustalane na takim poziomie, jakby nie mieli internetu i nie wiedzieli, po jakiej cenie sprzedaje się ich książki. Hitem okazały się zwłaszcza (swoją drogą przepiękne) książki kucharskie - które po rabacie 30% na stoisku kosztowały mniej więcej 55 złotych (obniżka z ok. 70 zł). I wszystko fajnie, gdyby nie to, że minuta w internecie pokazała mi, że dokładnie tę samą książkę kupić można za 41 złotych, z darmową dostawą do salonu (albo darmową dostawą od jakiejś określonej kwoty wydanej na zakupy). Albo gdy za pewną (podobno bardzo dobrą) nowość żądano 48 złotych (wiadomo, twarda oprawa musi być), gdy w internecie spokojnie można dostać ją za 30 - nie mówiąc już o e-booku, który po powrocie do domu kupiłam za dokładnie 24 złote (tak, musiałam ten mizerny book haul nadrobić, więc kolejny Słowny Galimatias będzie po prostu epicki). Ale to takie moje prywatne rozważania na marginesie - wskazujące również na to, że jak najszybciej muszę opublikować swój tekst o tanim kupowaniu książek.;-)

Moja rozpiska cenowo-tytułowa przydała się jednak nie tylko przy dziwieniu się pewnemu braku logiki u wydawców - bo okazało się, że czasem można było trafić na naprawdę dobre okazje. Kilka z nich widziałam zwłaszcza na stoisku Czwartej Strony (Nic oprócz milczenia Magdaleny Knedler w miękkiej okładce było tańsze niż e-book, bardzo dobrze!), sama skusiłam się jednak u Agory oraz na stoisku Znaku. U tego pierwszego wydawnictwa nabyłam Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze (ależ to jest cudowna książka! Na razie jej nie czytam, tylko co jakiś czas otwieram i dotykam, ale jest po prostu przepiękna). Znak skusił mnie natomiast jednym z najlepszych pomysłów na całych Targach, czyli regałem z książkami po dziesięć złotych - na którym nie znajdowały się jednak same odrzuty, tylko normalne, piękne książki, które jeszcze niedawno były bardzo szeroko reklamowane i zbierały właściwie same pozytywne recenzje. I tak w mojej biblioteczce znalazły się Tie Ning Kobiety w kąpieli oraz dwie książki Pauli McLain - Okrążyć słońce oraz Paryska żona. Wszystkie cztery razem prezentują się tak:



Jak pisałam wyżej - podczas Targów wybrałam się po autograf do Jakuba Małeckiego. Wiedziałam, że to sympatyczny człowiek, ale w rzeczywistości całkowicie mnie ujął takim wewnętrznym ciepłem. Dostałam też od niego cudowną dedykację:


(Tak, pan Małecki myślał, że jeszcze nie czytałam Dygotu, bo był w bardzo dobrym stanie, na co oburzona go ofuknęłam, że jak to, przecież jestem już po dwukrotnej lekturze). Oraz podpis do notesu z podpisami:

Porozmawialiśmy też chwilę o Śladach i o tym, jak świetnym pomysłem (pochodzącym od Wydawcy) było umieszczenie przed każdym rozdziałem oryginalnych map regionu pochodzących ze zbiorów Towarzystwa Kartograficznego. Bardzo dziękuję i czekam na kolejne książki. ;-)

Pod koniec: bardzo, bardzo, bardzo chciałabym pochwalić organizatorów, którzy wykonali kawał świetnej roboty. Wiem, że w Krakowie był problem z organizacją - korki przy bramkach, złe rozmieszczenie stanowisk, brak miejsca. Cóż - miejmy nadzieję, że tamci organizatorzy przyjechali do Wrocławia i zobaczyli, jak taka impreza może wyglądać: wszystko dobrze oznaczone, naprawdę szerokie przejścia* (nie było problemów z żadnymi wózkami dziecięcymi ani zatorami), nazwiska autorów podpisujących swoje książki o danej porze wyraźnie podawane przez głośniki. Ktoś ma też głowę do kwestii logistycznych i zrobił tak, żeby stoiska były wymieszane, tzn. te bardziej popularne stały obok tych mniej popularnych, albo żeby te np. z grami czy książkami dla dzieci były usytuowane w miejscach, w których ewentualne postawienie wózka nie będzie nikomu przeszkadzać. Maleńka wtopa zdarzyła się przy gastronomii, ale to prawdopodobnie wina firmy zewnętrznej, a nie organizatorów, więc tylko podpowiem, że brak mleka do kawy w mobilnej kawiarni o godzinie 12 (gdzie Targi zaczęły się o 10) nie jest zbyt rozsądną rzeczą.;-)

Ogólnie rzecz ujmując: bardzo chciałabym, żeby cała impreza się rozrosła, to znaczy żeby wydawnictwa mogły zaprosić więcej autorów (strasznie brakowało mi na przykład Remigiusza Mroza, ale chętnie postałabym w kolejkach również do pisarzy zagranicznych, którzy na przykład w Krakowie się pojawili). Nie ukrywam też, że z mojego punktu widzenia jako konsumenta dobrze byłoby, gdyby wydawcy posprawdzali ceny swoich książek - bo zdecydowanie wolałabym wyjść z Targów z naręczem różnych pozycji po bezpośrednich zakupach u wydawców i ledwo dojechać z nimi do domu niż wracać z właściwie pustą torbą i potem wydawać (o wiele mniejsze) pieniądze w księgarni internetowej, która jeszcze te książki jeszcze mi dowiezie bezpośrednio do mieszkania. Tylko że, jak każdy rozsądny człowiek, zdecydowanie wolę na kilka książek wydać 230 złotych niż 320, nawet jeśli oznacza to konieczność poczekania kilku dni na dostawę.

Nie zmienia to jednak faktu, że impreza była bardzo udana i zdecydowanie wzbudziła we mnie pozytywne uczucia. I owszem - wybieram się również za rok. Mając nadzieję, że ludzi będzie więcej, ceny mniejsze, ja będę miała więcej czasu na spotkania autorskie, i że atmosfera pozostanie znakomita.



* - co do szerokich przejść: tak, zdaję sobie sprawę, że we Wrocławiu mamy wygodnie, bo istnieje coś takiego jak Hala Stulecia, która jest po prostu ogromna, i na takie wydarzenia nadaje się idealnie, a nie każde miasto podobnym budynkiem dysponuje. Ale np. w zeszłym roku Targi odbywały się w Centrum Kongresowym (tuż obok Hali) i było nieco ciasno - widać więc, że ktoś na bieżąco w sztabie organizacyjnym zastanawia się nad coraz lepszymi rozwiązaniami, i wprowadza je w życie - za to moja ogromna pochwała.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz