Osoby,
które wiedzą, czego chcą, są najprostsze w społecznej obsłudze.
Podchodzi taki i mówi jasno: "Stara, zrób mi herbatę, pić mi się chce".
Albo "Dziewczyno, pozmywaj, a ja rozleję wino". Ewentualnie: "Słuchaj,
to Ty sobie spokojnie posiedź, a ja zrobię obiad, rozleję wino, dam
herbatę i jeszcze Ci dam ciastko" (chociaż - niestety - to ostatnie
zdarza się dość rzadko). I co? I nie ma problemu, jest tylko obustronne
zrozumienie.
Gorzej
jest, kiedy mamy kontakt przysłowiową ciocią Jadzią. Ciocia Jadzia
jest okej i często nawet chce dobrze, ale jak już ją się posadzi przy
tym stole, to od razu się zaczyna. "Ciociu, herbaty?" "Herbaty? Hm... Ja
nie wiem... A jaką masz? Earl grey? Hm... To może ja taką? A masz może
rumiankową? Nie? Szkoda... A to ja bym chyba kawkę chciała. Ale taką
małą, wiesz. I bez cukru. Znaczy trochę cukru, ale tylko trochę, tak nie
za dużo. Bo ja nie mogę za dużo. Ale lubię. Ale dzisiaj się
powstrzymam, bo dzisiaj..." i tak dalej, i tak dalej.
Syndrom cioci Jadzi (#ciociajadzia) przyjmuje Krzysztof Lange w filmie Słaba płeć? Ogląda
się to i za bardzo nie wiadomo, czy to earl grey, czy kawa z odrobiną
cukru. Szczególnie jeśli w pamięci ma się - tak jak ja - trailer, który w
ciągu ostatniego miesiąca widziałam w kinie chyba osiem (!) razy, tak
więc mogę już go cytować. Zapraszam do poznania wrażeń z
mojego dysonansu poznawczego!